logo

W OSTATNIM NUMERZE

 

"Taxi Life" styczeń 2010

Najważniejsze tematy:

  • Taksówkarz - zawód czy sposob na dorobienie?
  • Wypowiedzi taksówkarzy i korporacji
  • Gdzie się podziały tamte postoje?
  • Nieopłacalny kurs
  • Wybierz najlepsze wycieraczki do szyb!

WYWAID

box

Zmiany wprowadzajmy z głową!

O konsekwencjach wynikających ze zniesienia limitów na wydawanie licencji na transport drogowy taksówką z Tadeuszem Stasiów, prezesem Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy Rzeczpospolitej Polskiej rozmawia Aleksandra Galus



Aleksandra Galus: Kwestia zniesienia limitów to bardzo drażliwy temat. I jak większość takich problemów tak i ten ma dwie strony medalu. Z jednej strony stoją taksówkarze, którzy boją się zbyt dużej liczby taksówek na postojach i braku zarobku, z drugiej strony stoją zasady wolnej gospodarki, za którymi opowiadają się radni. Być może limitów niedługo nie będzie. Projekt ustawy leży już w sejmie i czeka na rozpatrzenie. Jakie jest pańskie stanowisko w tej sprawie?

Tadeusz Stasiów: Limity istniały od zarania dziejów, czyli praktycznie od momentu, kiedy taka gospodarka rynkowa się pojawiła. To po pierwsze. Po drugie, jeżeli chcemy zniszczyć obecny rynek taksówkowy, to rzeczywiście trzeba by znieść licencje. I, jak sądzę, o to chodzi pewnym kołom, dążącym do tego. Na Zachodzie ilość taksówek jest świetnie regulowana. Tam ustawodawca jeszcze przed wojną wydał ustawę odnośnie licencji i limitów, mającą na celu ochronę rynku przed nadmiarem usługodawców. Oznacza to, że licencje i zwiększanie ilości przedsiębiorców jest regulowane nie tylko przez odpowiednie urzędy, ale wraz z nimi na równych prawach przez związki zawodowe. U nas też rozpoczęto w dobrym kierunku pewne regulacje w tym sektorze, w prowadzając obowiązek uzyskania licencji ustawą z 2001 roku. Uwolnienie licencji spowoduje zaistnienie zjawiska takiego, że wsiadając do taksówki czy nawet do autobusu, nikt nie będzie wiedział czy kierowca jest kwalifikowany, czy ma odpowiednie uprawnienia itd.

A.G.: Zatem limity powinny być?

 
T.S.: Tak, jesteśmy za utrzymaniem limitów. Ale nie dlatego, żeby ograniczać dostęp do tego zawodu innym (bo dostęp ten jest świetnie regulowany w innych miastach i nie ma tego typu problemu), ale z powodów, które wymieniłem wcześniej. Poza tym nie można wrzucić na ten rynek więcej przedsiębiorców niż jest on w stanie udźwignąć. Jeżeli zniesiemy limity nastąpi w pewnym sensie nawał. I choć nie przewidujemy totalnego „trzęsienia ziemi” na wieki, jeśli chodzi o ilość nowych taksówek, to jednak nawał ten będzie na tyle krotki i skuteczny, że ok. 90 proc. taksówkarzy pójdzie na tzw. zieloną trawkę bo nie wytrzyma płatności. Rząd nie chce tego problemu zauważyć.
 

AG: Dlaczego?

T.S.: Dlatego, że są to ludzie, będący zwolennikami „wolnego rynku” i chyba nie bardzo orientują się, jakie negatywne skutki mogą powodować tzw. uwolnienia dostępności do wykonywania działalności gospodarczej w danym sektorze.
Zniesienie ograniczeń i wymogów kwalifikacyjnych wprowadzi chaos na rynku pracy, a w konsekwencji do dużej licznych upadłości, i to nie tylko drobnych przedsiębiorców.
 
To doprowadzi do powstania „szarej strefy”. Która zresztą już powstała... W dalszym ciągu uważamy, że przewozy okazjonalne, które ukazały się na rynku, a w szczególności w Warszawie są nielegalne i działają niezgodnie z ustawą. Upodabniają się one do taksówki, wiele z nich nie jest nigdzie zarejestrowana, nie posiadają licencji - czego dowodzą wyniki przeprowadzanych sporadyczne kontroli. Usługobiorca i Skarb Państwa ponoszą szkody. Dlaczego na to Rząd przyzwala?
 
A.G.: Ale na wydawaniu licencji Ministerstwo Skarbu Państwa też nie zarabia. A co pan myśli o tym, by licencje nie kosztowały 300 zł, ale dużo więcej i stanowiły papier wartościowy?

T.S.: to właśnie jest sedno sprawy. Z jednej strony jest propozycja uwolnienia licencji, wprowadzenia licencji przewozom okazjonalnym, a z drugiej strony unieważnienie wszystkich licencji. Bo przypominam, że projekt Senatu pilotowany przez byłego Przewodniczącego Komisji Gospodarki Narodowej Senatora Tomasza Misiaka zakłada zlikwidowanie w ogóle licencji! Natomiast wprowadzenie bardzo drogiej licencji? Pytanie tylko – dla kogo ma być ta bardzo droga licencja? Dla przeciętnego taksówkarza, który w małych miasteczkach jeździ od krańca miasta do krańca za 5 czy 10 zł? Jak on ma tam zarobić na drogą licencję? Po za tym, sprzeczne to jest z ideą wolnego rynku, bowiem droga licencja jeszcze bardziej ograniczy dostęp do tego rynku. Pozostanie on dostępny tylko dla bogatych.
Owszem, w niektórych krajach, jak w USA czy Niemczech te licencje są drogie, ale tam rynek jest uregulowany od dawna. Nawet więcej powiem. Anglicy, Niemcy czy Amerykanie wprowadzając drogie licencje nie kazali sobie za nie płacić, lecz darowali je już działającym przedsiębiorcom za darmo. U nas każe się za każdym razem ze nie płacić, a tam przy odpowiednich regulacjach prawnych, w momencie gdy wprowadzano licencję postanowiono jednocześnie uczynić ją bezpłatną. Taksówkarz może ją sprzedać lub komuś przekazać. Oczywiście, nowi taksówkarze muszą już wnieść stosowną opłatę za licencję.
A w Polsce chce się „ukarać” działających taksówkarzy dodatkową płatnością rzędu nie 10 tys., ale 50 tys. czy nawet, jak słyszałem w niektórych kręgach, 100 tys. zł. No w tym momencie to ręce opadają. To jest bardzo dużo pieniędzy dla tych ludzi. Zarobki, nawet w dużych miastach, są bardzo niskie a zwrotu nie ma i nie będzie.
 
Temat drogiej licencji powtarza się co pewien czas i przytoczone wysokości kwot nie do końca są możliwe do poniesienia przez taksówkarzy. Nie mniej jednak, Związek uważa, że tego rodzaju licencje nie powinny zaistnieć.

A.G.: Niektórzy jednak uważają, że gdyby licencje były drogie, to taksówką jeździłby ten kogo na to stać, mógłby wziąć kredyt i tak pracować, by go spłacić. Czy pan sądzi, że kredyt to realne rozwiązanie dla taksówkarzy?
 
T.S.: Nie ma szans by taka wersja się obroniła, ponieważ by taksówkarz mógł spłacić kredyt musiałby podnieść stawkę za przejazd. I zaraz podniósłby się szum ze strony pasażerów -dlaczego kurs jest taki drogi. Oczywiste jest, że skoro kierowca chce drogo zapłacić za licencję, to potem musi drogo tę usługę sprzedawać. Zainwestowane pieniądze muszą mu się zwrócić. Poza tym kredyty to pojęcie względne Rynek mamy taki jaki mamy i przypomnijmy sobie, kiedy nam pan Balcerowicz schłodził gospodarkę. Ci, co mieli kredyty ładnie wpadli i mieli na długie lata kłopoty. To samo będzie i tutaj bo droga taksówka wyeliminuje pasażera. Tych, co stać na taksówkę i tak mają swoje samochody. Taksówkami jeżdżą przecież ludzie średniozamożni, a tych z kolei nie ma aż tylu, by zapewnić wszystkim kierowcom pracę. Jak powszechnie wiadomo, od września zeszłego roku jest kryzys, nie ma usługobiorcy, czyli nie ma pasażerów tylu, ilu było w poprzednich latach. Pomimo to, taksówek cały czas przybywa…
 
A.G.: Czyli wydawanych licencji jest więcej niż być powinno.

T.S.: Tak. Prosty przykład, zgodnie z ustaleniami w Warszawie w ubiegłym roku ustalono 500 dodatkowych licencji. Według naszej wiedzy, powyżej ustalonej ilości nie wydano więcej licencji. Nie mniej, proszę sobie wyobrazić, że w sumie te licencje zostały wydawane z trudem do końca roku i to nie z winy Urzędu. Dlaczego? Między innymi dlatego, że zaoferowano prywatne przewozy osób. No cóż, to nie wymaga zdania egzaminu, nie trzeba żadnych dokumentów przygotowywać, nie trzeba nawet płacić za żadną licencję. Oto dlaczego.

A.G.: Czy są jeszcze inne argumenty mówiące o potrzebie utrzymania limitów?
T.S.: Owszem. Teraz, gdy następują masowe zwolnienia z firm, niektórzy zwolnieni uważają, że dobrym sposobem, by sobie dorobić jest taksówka. Niestety to nieprawda. Bariery wykonywania pewnych zawodów są wskazane. W niektórych zawodach, takich jak profesje prawnicze, są one utrzymane, ponieważ trzeba spełnić wiele warunków, by zostać prawnikiem. A tutaj nagle chce się wszelkie bariery usunąć. Nie wydaje mi się, aby to było dobre, by emeryt posiadający emeryturę nawet 2,5 tys. przyszedł jeszcze na taksówkę, by sobie dorobić. A tymczasem drugi człowiek z racji tego, że nie ma innego zawodu i może być tylko taksówkarzem, jest skazany na klęskę, ponieważ praktycznie przestaje mu się to opłacać. Nie dzielmy włosa na czworo, bo w końcu nikt na tym nie skorzysta.
 
A.G.: Zgadza się. Taksówkarze, z którymi rozmawiała redakcja uważają, że by wyżywić rodzinę i godnie żyć z tego zawodu trzeba pracować po 15 godzin dziennie.
 
T.S.: Dokładnie tak. Koledzy, którzy w taki sposób zaopiniowali tę kwestię mają całkowitą rację. Kryzys, obecny od września jest naprawdę odczuwalny. Dlatego mówię - otworzyć rynek? W porządku. Tylko że w tym momencie zamiast 90 tys. taksówek, które obecnie jeżdżą po kraju momentalnie zrobi się 150 tys. i co się stanie? Po 2 miesiącach może ok. 20 tys. z nich zostanie. Ostaną się bogaci lub posiadający inne dochody. Pamiętamy skutki wprowadzenia kas rejestrujących. Tylko ok. 50 tys. taksówkarzy w 2004 r. zaprzestało wykonywać tą działalność, bowiem nie stać ich było na zakup kasy rejestrującej. I tu powstaje pytanie: czy prawo ma zabierać przedsiębiorcom oszczędności i powodować by zupełnie splajtowali, czy chronić i pomagać w rozwoju? Ja rozumiem, że przedsiębiorca chce zainwestować pieniądze, ale ten interes musi przynieść zyski. A w takiej sytuacji traci zainwestowane pieniądze, a i samochód praktycznie też nie jest już mu potrzebny.
 
A.G.: Jeśli w wielu miastach taksówkarzy jest za dużo, to czy przypadkiem nie powinno być więcej kontroli, które wyłapywałyby tych kierowców, którzy zarobkowo nie jeżdżą już od wielu miesięcy?
T.S.: Tak, ale w tym przypadku ustawa przewiduje odpowiednie rozwiązanie - jest możliwość zawieszenia działalności do sześciu miesięcy, powyżej 6 miesięcy - utrata licencji. Po za tym, są przeprowadzane kontrole i według naszej wiedzy tego rodzaju przypadki są w skali kraju sporadyczne.
 
A.G.: Dziękuję za rozmowę.

Copyrights 2009 taxilife Wszystkie prawa zastrzeżone

System Kentico CMS