AKTUALNOŚĆ
Pozbyć się "lewych" taksówek
Jeżdżą bez włączonych taksometrów, bez uprawnień, czasami nawet ciążą na nich wyroki karne, ale mimo to wożą pasażerów po ulicach miasta i w dalsze trasy. Tak wygląda szara strefa leszczyńskich taksówkarzy, z którymi chcą walczyć uczciwi przedstawiciele tej branży. Właśnie dlatego założyli stowarzyszenie, zamierzają współpracować z mundurowymi i urzędnikami, by na dobre wyeliminować nieuczciwą konkurencję z rynku.
Stowarzyszenie Taksówkarzy Leszczyńskich działa od niespełna miesiąca, ale w ciągu tego czasu przystąpiło do niego już 32 kierowców – zarówno tych niezrzeszonych, jak i pracujących w różnych korporacjach. Popierają ich również taksówkarze ze Zrzeszenia Transportu Prywatnego. Biorąc pod uwagę liczbę wydanych przez magistrat koncesji, to siły połączyła około jedna czwarta przedstawicieli tej branży jeżdżących po Lesznie.
– Kierowcy popierają nas i nasze inicjatywy, bo wiedzą, że nieuczciwa konkurencja działa na szkodę wszystkich taksówkarzy. Będziemy walczyć z tymi, którzy omijają przepisy i nie wożą kas, nie włączają taksometrów i zatrudniają osoby skazane prawomocnymi wyrokami, co jest niezgodne z prawem. Najgorsze jest to, że nikt tego nie kontroluje. Jeśli są przeprowadzane akcje, to nie przynoszą żadnych efektów – wyjaśnia Andrzej Juszczak, prezes STL.
Jak mówią sami kierowcy, sposobów na przekręty jest w tej branży bardzo wiele. Właściciele niektórych korporacji sami nawet instruują pracowników, by nie włączali taksometrów, dzięki czemu omijają przekroczenie progu podatkowego i zostanie płatnikiem Vat-u. „Lewych” kursów nie sposób ewidencjonować, ale musi się opłacać, skoro przedsiębiorcy praktykują takie metody. Tracą na tym oczywiście klienci, którzy nierzadko płacą za usługę więcej niż w legalnej taksówce. Ci, którzy chcą zaoszczędzić, korzystają z nielicencjonowanych taksówek. W ostatnim czasie po Lesznie zaczęło jeździć kilkanaście takich wozów. Szukają klientów głównie w nocy pod popularnymi dyskotekami czy lokalami. Bywa, że na czas pracy oklejają swoje prywatne samochody tak, by przypominały prawdziwe taksówki, a na dachu montują podrobionego koguta.
– Psują nam robotę – potwierdza Zbigniew Rote, współwłaściciel leszczyńskiej firmy Tele Taxi. – Wiemy, że bez taksometrów jeżdżą emeryci, renciści, a nawet byli policjanci lub wojskowi. Nie płacą podatków i przez to mogą zaniżać wartość kursów. Bywa, że dzwonią do nas niezadowoleni klienci i pytają, dlaczego muszą zapłacić aż tyle, jeśli inną „taksówką” jechali za połowę tej ceny.
Źródło: www.gostyn.naszemiasto.pl, Daniel Andruszkiewicz, Głos Wielkopolski