ARTYKUŁ
I DRIVE TAXI! Czyli czego brakuje taksówkarzom
Kiedy do taksówki wsiada gość z zagranicy czy zawsze potrafisz po angielsku lub w jakimkolwiek innym języku porozumieć się z nim w kwestii płatności, wyjaśnienia topografii miasta, najlepszej restauracji, hotelu itp? Wyniki badań przeprowadzonych wśród taksówkarzy biją na alarm. Niestety większość z nich nie zna języka angielskiego – tak ważnego, by poprawić jakość swoich usług. Ale na szczęście jest na to rada! Kurs nauki języka. Za drogi? Jak się okazało nie dla poznańskich taksówkarzy.
O takim kursie pomyślała Fundacja Rozwoju Nauki i Przedsiębiorczości w Poznaniu. Skąd pomysł na takie przedsięwzięcie? Oczywiście z obserwacji i wyników badań, które niestety postawiły taksówkarzy w niekorzystnym świetle, jeśli chodzi o znajomość języków. – Pomysł na tego typu przedsięwzięcie wziął się z po prostu z życia (i z tego, co wiem jest to pierwszy taki projekt w Polsce). Zaprzyjaźnieni obcokrajowcy, którzy tutaj przyjeżdżają zwrócili mi uwagę na to, że kierowcy taksówek nie potrafią doradzić, gdzie najlepiej zjeść, albo coś ciekawego zobaczyć. Okazało się że nie potrafią się porozumieć z taksówkarzami. W związku z tym zrobiliśmy badania, z których wynika, że tylko kilkanaście procent taksówkarzy w Poznaniu włada jakimkolwiek językiem – mówi Elwira Bowers, koordynująca projektem realizowanym przez Fundację Rozwoju Nauki i Przedsiębiorczości oraz firmę Perfekta Elwira Bowers. (Projekt współfinansowany jest ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego).
Nieumiejętność posługiwania się językiem obcym to w dzisiejszych czasach niemal kalectwo intelektualne. A biorąc pod uwagę Euro 2012, które mamy w perspektywie oraz duży potencjał rozwojowy wielu miast wręcz wskazane jest, by kierowcy taksówek, będący także pewnego rodzaju wizytówką miasta władali językiem obcym na tyle, by mogli porozumieć się w stopniu podstawowym z obcokrajowcami. – Tak, wskazane jest, by osoby z którymi już na początku wizyty w naszym mieście mają kontakt goście zagraniczni, znały język angielski. Stąd właśnie wzięła się idea na taki kurs – dodaje Elwira.
Dla kogo?
Oczywiście dla taksówkarzy. Ponieważ jest to początkowy etap tego typu przedsięwzięć w całej Polsce, na razie kurs przewiduje maksymalnie 250 kursantów. Cała roczna nauka języka kosztuje niemalże nic w porównaniu z przeciętnymi cenami takiego kursu, ponieważ ten jest dofinansowywany ze środków Unii Europejskiej. Dlatego tym bardziej warto z takiego skorzystać, jeśli ktoś czuje się niepewnie w znajomości języka angielskiego.
Minusem przedsięwzięcia jest to, że kurs taki jest przewidziany na razie jedynie dla taksówkarzy z Poznania i Wielkopolski. A co z resztą kraju? – Być może będą takie kursy także w innych miastach, ale to zależy głównie od powodzenia tego kursu – tłumaczy koordynatorka projektu.
Reakcje na tego typu kurs były bardzo różne za strony taksówkarzy. Zaś poznańscy prezesi korporacji podchodzili do projektu po części sceptycznie mówiąc, że chętnych w ogóle nie będzie. Ale na szczęście byli i tacy, którzy uznali że to bardzo dobry sposób, by swoich kierowców „podszkolić” i dać im, coś dzięki czemu nie będą się stresować, gdy do taksówki wsiądzie obcokrajowiec i do tego pozwoli im to więcej zarobić podczas Euro 2012.
Co można zyskać?
Odpowiedź na to pytanie w zasadzie padła już wcześniej. Dzięki odbytemu kursowi z całą pewnością można ułatwić sobie pracę, ponieważ pytanie rzucone podczas jazy taksówką przez gościa z innego kraju nie będzie już jedną wielką niewiadomą.
Kurs jest dokładnie przemyślany i zakłada uczenie się konkretnych sformułowań dotyczących miasta, w którym pracują kursanci – czyli, w tym wypadku, Poznania. To znacznie ułatwia późniejsze wdrażanie w rzeczywistość nowych umiejętności językowych. I choć sceptyczni taksówkarze mogą powiedzieć „e, chyba za stary jestem na naukę”, to jednak trzeba twardo stwierdzić, że na to nigdy nie jest za późno, tym bardziej, że obecna rzeczywistość wymusza na nas nieustanne dokształcanie się. Jak widać, nie omija to także tej dziedziny gospodarki. – Osobiście uważam, że takie kursy języka angielskiego powinni przechodzić wszyscy, którzy pragną pracować w tym zawodzie. Osoby chętne zarabiać jako taksówkarze przynajmniej powinni zdawać jakiś test z podstawowej znajomości dowolnego języka – mówi Tomasz Weiermann, Polak mieszkający w Niemczech, często przyjeżdżający do Polski i skarżący się na brak znajomości języków przez kierowców taksówek.
Jak wygląda taki kurs?
- Kurs jest podzielony na trzy etapy. Pierwszy zakłada naukę podstaw porozumiewania się. W drugim nauka bardziej specjalizuje na słownictwo związane typowo z tym zawodem i topografią miasta. W etapie trzecim następuje praktyczne wdrożenie umiejętności, czyli jazda po mieście z native speakerem, w czasie której dokonana zostanie symulacja jazdy z klientem. Koniec kursu to egzamin końcowy. Po jego zdaniu kierowca otrzymuje specjalny certyfikat i m.in. także naklejkę na szybę z napisem „I drive English” dzięki czemu każdy wsiadający będzie wiedział, że w tej taksówce kierowca włada w jakimś stopniu językiem angielskim – wyjaśnia przedstawicielka Fundacji.
Ile można zyskać?
Czy taksówkarze po rocznym kursie nauki języka angielskiego będą sobie potem świetnie razić z obcokrajowcami? Otóż z całą pewnością większość tak. Ale to tak naprawdę zależy od indywidualnego podejścia każdego. Jeśli komuś zależy, będzie pamiętał to, czego się nauczył i „nauka nie pójdzie las”. Kurs taki trwa rok, i choć niektórzy chcieliby by trwał znacznie krócej – np. trzy miesiące, to jednak trzeba wyraźnie zaznaczyć, że z dydaktycznego i metodologicznego punktu widzenia nie jest to dobre rozwiązanie, ponieważ uczący się nie zdołaliby opanować w tak krótkim czasie całego materiału. Czy po takim kursie będziemy świetnie mówić po angielsku? Pewnie nie. Rok to za mało na płynne mówienie. – To na czym najbardziej mi zależy w tym kursie to to, by przełamać pewną barierę, żeby kierowcy czuli się bardziej komfortowo jadąc z klientem zagranicznym, i żeby w tym podstawowym wymiarze potrafili powiedzieć coś o mieście, coś doradzić, odpowiedzieć na proste pytania dotyczące płatności – wyjaśnia Elwira Bowers.
Czy w innych miastach też jest taki kurs?
Kurs cieszy się sporym zainteresowaniem ze strony taksówkarzy. Niektórzy nawet pytają o kurs nauki innego języka np. niemieckiego. Organizatorzy tego przedsięwzięcia nie wykluczają ani możliwości nauki dla taksówkarzy na wyższym poziomie (jako kontynuacja obecnego kursu), ani kursu w innym języku, ale jak mówi sama organizatorka – od czegoś trzeba zacząć. Jeśli wszystko się uda, a sami panowie i panie taksówkarze wyrażą chęć dalszej nauki, to wszystko jest możliwe. Możliwe jest także to, że i w innych miastach będą organizowane takie kursy. Ponieważ ten projekt ma zasięg wielkopolski, to także i inne duże miasta z tego województwa będą miały swoje kursy. Do tych miast należą: Gniezno, Piła, Kalisz, Leszno i Konin. Tam także rozpoczynają się lada dzień kursy i rozpocznie się również nabór chętnych.
Kurs organizowany przez Fundację jest bardzo tani – kosztuje jedynie 330 zł na cały rok (co i tak można zapłacić w ratach), jest wyspecjalizowany na słownictwo związane tylko z zawodem taksówkarza i dotyczy tylko danego miasta. Jeśli ktoś nie jest zainteresowany tym kursem, może skorzystać z innego, ale musi liczyć się z wyższymi kosztami – rzędu ok. 3000 zł i oczywiście braku specjalizacji na naukę słownictwa związanego z zawodem taksówkarza.
- Oby takich kursów było jak najwięcej. Nie da się ukryć, że nie każdy kolega pracujący w zawodzie ma pieniądze, by zapisać się na drogi kurs, a ten pod względem finansowym jest bardzo korzystny. I do tego podnosi kwalifikacje. To naprawdę fajny pomysł – mówi Stanisław, taksówkarz z korporacji Taxi RMI w Poznaniu.
Aleksandra Galus