ARTYKUŁ
Gdzie się podziały tamte postoje?
Gdzie te parkingi, gdzie tamten świat… Ten jakże poważny problem można by zacząć żartobliwie od słów znanej piosenki, ale niestety wielu taksówkarzom wcale nie jest do śmiechu z tego powodu. To, że w wielu większych miastach Polski taksówkarze narzekają od dawna na zbyt dużą ilość taksówek i zbyt małą w stosunku do tego ilość miejsc postojowych to fakt znany od dawna, ale że radni miast nie idą w tej kwestii kierowcom taksówek na rękę to już sprawa oddzielna. Jak zatem rozwiązać ten problem, skoro strona decyzyjna nie spieszy się z podjęciem jakichkolwiek rozstrzygnięć? Dlaczego tak długo to trwa?
Wiele korporacji narzeka na brak miejsc dla postoju taksówek w wielu miastach. Taksówki stoją, można rzec, upchane jedna przy drugiej. Codziennie trwa walka o miejsce. Niektóre nawet stoją pod prąd na ulicach jednokierunkowych, albo nie po koleżeńsku „wpychają” się w kolejkę na postoju. Sytuacja ogólnie wywołuje bardzo nerwową atmosferę.
Niektórzy radni miast twierdzą, że dodatkowe miejsca postojowe nie są potrzebne, ponieważ do tej pory nie było takiego problemu. Owszem, w zeszłym roku jeszcze go nie było, jednak od roku większość korporacji w różnych lokalizacjach Polski cierpi na przynajmniej 20 % spadek klientów w stosunku do roku ubiegłego. Logika nakazuje myśleć, że jeśli są klienci, to taksówki są w ciągłym ruchu, zatem nie stoją na postojach. Gdy klientów jest mało – jak to dzieje się właśnie od roku – to taksówki stoją na postojach. I nagle okazuje się, że na tych postojach jest za mało miejsca dla wszystkich.
Łańcuszek zależności
Brak klientów niestety wynika w dużej części z masowych zwolnień, jakie miały miejsce w ostatnim roku. Jeśli w rodzinie choć jedna osoba traci pracę, to automatycznie wszyscy cierpią i zaczynają liczyć się z każdym groszem. Niektóre korporacje zanotowały już w lipcu 2009 roku 80 % spadek klientów w stosunku do tego samego miesiąca w poprzednim roku. Stąd coraz mniejsza liczba klientów i zbyt duża ilość taksówek oczkujących na postojach. Ale to nie jedyny powód, przez który taryfiarze nie mają gdzie stanąć. W wielu wojewódzkich miastach Polski obserwuje się proces ubywania terenów zielonych, miejsc parkingowych i także miejsc postojowych. Niestety nie dość, że miejsca postojowe są regularnie skracane, to jeszcze radni miast w wielu aglomeracjach wydają kolejne licencje na przewozy. W rezultacie, czego na postojach robi się jeszcze ciaśniej, ponieważ przestrzeń miejska jest cały czas zagęszczana, a taksówek przybywa.
Poza tym wielu ludzi z powodu niższych zarobków lub ich częściowego braku rezygnuje z częstych zakupów, wyjazdów do kina, teatru, z imprez. Kiedyś w takich sytuacjach zazwyczaj zamawiali taksówki, teraz jest inaczej. Sytuacja ta niestety skłoniła niektórych kierowców taksówek do rezygnacji z zawodu a wielu do zawieszenia pracy na kilka miesięcy. Nie trzeba chyba dodawać, że chętnych do wykonywania zawodu taksówkarza też jest mniej, choć nadal można takich śmiałków znaleźć. Jeszcze dwa lata temu można było mówić o czymś w rodzaju boomu na taksówki. Wówczas ludzie naprawdę często korzystali z taksówkowych usług przewozowych. A same korporacje nie narzekały na brak klientów. Teraz jest zupełnie inaczej. Żeby zarobić chociaż 2 tys. zł obrotu, trzeba naprawdę długo siedzieć w taksówce i czekać na klientów. I nawet, jeśli się już zarobi pieniądze, to jeszcze trzeba odliczyć na ZUS i na paliwo. A jeszcze, nie daj Boże, do tego zdarzy się jakaś awaria i trzeba auto podreperować, wówczas jest naprawdę ciężko.
Liczne pomysły
Czy można to jakoś rozwiązać? Pomysłów na spotkaniach zarządów różnych korporacji było bardzo wiele. Niestety część z nich dotyczy miejsc w danym mieście, których nie da się zmienić. Takim problemem jest, na przykład, miejsce dla taksówek na dworcu głównym w Poznaniu (i w wielu innych miastach). Nie dość, że na małym odcinku jest tam parking dla samochodów, to jeszcze w tym miejscu zawracają autobusy i mają tam postój. Do tego jest tam postój taksówek stale stojących pod dworcem. Postój taksówek zrzeszonych (a więc tych „niedworcowych”) znajduje się kawałek dalej, za wiaduktem. Niestety nie wszyscy podróżni wiedzą, gdzie mogą szukać taksówki, a podjeżdżające zamówione wcześniej z pociągu taksówki po prostu nie mają gdzie stanąć. W tej sprawie poznańskie korporacje przeprowadziły już wiele rozmów z przedstawicielami władz miasta, jednak w tym przypadku niewiele dało się zrobić. Drugim newralgicznym punktem w tym mieście są okolice Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdzie do niedawna także nie było postoju taksówek. Brak postoju w takim miejscu oburzało wielu taksówkarzy w tym mieście. – No jak to? Żeby w tak ważnym strategicznie miejscu nie było postojów? Przecież tu przyjeżdża i odjeżdża masa gości targowych. Na szczęście jakiś czas temu udało się wywalczyć dodatkowe punkty postojowe, jednak ja uważam, że niewiele to dało, ponieważ postoje te są zdecydowanie za krótkie – mówi Paweł, taksówkarz z poznańskiej korporacji.
Postoje czasowe
Z całą pewnością pomysłem bardzo dobrze rozwiązującym wiele problemów z małą ilością miejsc postojowych było by stworzenie w obrębie miast punktów z postojami czasowymi, czyli funkcjonującymi w konkretnym godzinach. – Tak, to byłoby bardzo dobre rozwiązanie, szczególnie w nocy w centrum miasta, kiedy nawet nie ma gdzie się ustawić i trzeba się wciskać w kolejkę taksówek na jednej z ulic przy Starym Rynku – mówi Jerzy, taksówkarz z Poznania.
Trzeba tutaj zauważyć jeszcze jeden istotny fakt – samym klientom także się to nie podoba. – Faktycznie, są takie miejsca w mieście, gdzie podejrzewam statystycznie najwięcej ludzi bierze taksówkę, ale paradoksalnie nie ma tam postoju. Nie ukrywam, że sama wiele razy się zastanawiałam, dlaczego po taksówkę muszę iść tak daleko. Oczywiście, nigdy nie szłam tylko dzwoniłam. Ale zamawianie taksówki prze telefon z kolei wymaga czekania przynajmniej 5-7 minut. A zimą stanie na mrozie nie jest przyjemne – wyjaśnia Paulina, mieszkanka Zielonej Góry.
Rozwiązania giną
Proponowane przez korporacje urzędom miast rozwiązania albo giną gdzieś na biurkach urzędników, nie doczekawszy się nigdy rozwiązań albo korporacje nie są w stanie, poza suchymi obietnicami, nic więcej uzyskać. W czym tkwi problem – w zawiłych procedurach urzędowych, w braku czasu władz miasta na rozwiązywanie tego typu problemów, czy może braku pieniędzy na zainwestowanie w podstawowe elementy potrzebne do stworzenia postoju? Nic dziwnego, że związki i prezesi wielu korporacji czekają niekiedy latami na jakikolwiek ruch ze strony władz miasta. Choć oczywiście trudno się i im dziwić, miasta nie tylko się rozbudowują, ale także zagęszczają nie tylko pod względem ludności, ale przede wszystkim infrastruktury. Brakuje nie tylko samych postojów, ale także parkingów. Kto nie mieszka w dużym mieście nie wie ,jaka toczy się tam walka o miejsce na postoju na niemal każdym jego skrawku.
OPINIE KORPORACJI Z RÓŻNYCH MIAST:
Postoje są po to, by taksówki nie musiały być w ciągłym ruchu
Z jednej strony trudno nie zrozumieć władz miasta, ponieważ miasto cały czas się rozbudowuje. Wywalczyć jakiekolwiek miejsce na postój jest bardzo trudno. Z drugiej strony próbujemy jednak coś w tym kierunku robić, staramy się negocjować z władzami miasta i wskazywać miejsca, gdzie przydałby się postój taksówek. Dodatkowym problemem są ograniczone miejsca parkingowe i nawet, jeśli się wyjątkowo tak zdarzy, że zwolni się kawałek miejsca na postoju, to ludzie natychmiast próbują parkować tam samochody. Choć muszę powiedzieć, że w Warszawie poniekąd ten problem rynek sam reguluje, ponieważ są miejsca, które nazywamy „wybierakami”. Są to miejsca, które potencjalnie mogłyby być postojami, ponieważ są uczęszczane i często ustawia się tam też pasażer. Zatem są to punkty, gdzie może na chwilę przystanąć taksówka i tego pasażera zabrać np. w okolicy skrzyżowania, przystanku lub osiedla, gdzie ludzie jakąś jedną ścieżka zmierzają w kierunku ulicy i z takich miejsc korzystają właśnie taksówki. Dzieje się tak szczególnie, tam gdzie do najbliższego postoju jest dość daleko lub wręcz w ogóle go nie ma. Teoretycznie w takich miejscach można by właśnie zrobić postoje.
Budowanie postojów w miejscach odległych od centrum miasta mija się całkowicie z celem. Oczywiście, można wybudować postój niemalże w lesie, ale kto będzie tam stał? Postój jest atrakcyjny tylko, jeśli zjawiają się na nim ludzie. To oczywiste. Choć chciałem zwrócić uwagę na coraz powszechniejsze zjawisko polegające na tym, że ludzie coraz rzadziej przychodzą na postój, ponieważ raczej korzystają z usług radio taxi. Postoje są o tyle potrzebne, że jak wiadomo, taksówka nie może być w ciągłym ruchu jak w Nowym Jorku, tylko gdzieś musi się zatrzymać i poczekać na kolejny kurs. Niestety praca taksówkarza poległa głównie na czekaniu.
Paweł Biedrzycki, prezes Super Taxi w Warszawie
Trzeba radzić sobie inaczej
Taksówki mają coraz mniej zleceń, dlatego też siłą rzeczy stoją na postojach czasami po 3-4 godziny, a postojów niestety jak wszędzie w kraju brakuje. To zmusza kierowców do stawania poza postojami, m.in. na parkingach. Taki jest obecnie stan rzeczy. Miasto nawet starając się, nie jest w stanie zapewnić tyle miejsc biorąc pod uwagę tę koniunkturę, która jest na rynku. Brak ruchu powoduje, że postoje są zapchane, a jeżeli postaje są zapchane to miejsca parkingowe przeznaczone dla klientów indywidualnych są także pozajmowane. W Gdyni jest to o tyle specyficzny problem, że w dobie kryzysu usługa taksówkowa skupia się w centrum miasta, a tam z kolei są dość duże ograniczenia pod względem parkowania. Oczywiście powstają nowe miejsca postojowe na nowych osiedlach, ale one niestety nie cieszą się one zbyt dużym powodzeniem.
Dlatego w centrum miasta, szczególnie w godzinach nocnych w miejscach, gdzie skupia się życie nocne, taksówki stoją nawet nie na postojach, ale po prostu w miejscach nie objętych zakazem zatrzymywania się i postoju. Tam kierowcy taksówek oczekują w prywatnych samochodach na potencjalnego klienta i tak sobie radzą.
Andrzej Adamczyk, prezes Hallo Expres Taxi Gdynia
Nadpodaż na licencje i mały popyt na usługę
Problem z postojami jest w całej aglomeracji śląskiej. Podam prosty przykład – w Chorzowie jest wydanych ok. 350 licencji, podczas gdy miejsca postojowe są przystosowane na ok. 120 taksówek. Co prawda nie wszyscy każdego dnia wyjeżdżają pracować dokładnie o tej samej godzinie, ale nawet gdyby połowa z nich wyjechała, to okazałoby się, że ok. 50 % z nich nie ma miejsca na postojach. O każde miejsce postojowe toczone są z urzędami, jak to się mówi, ciężkie walki. A ponieważ wszędzie brakuje miejsc na parkingi, miasto za każdym razem zastanawia się czy dany kawałek przeznaczyć na parking czy na postój taksówek. A trzeba wziąć pod uwagę jeszcze inny aspekt dobrej lokalizacji postojów – otóż nie mogą być one tworzone w miejscach niewidocznych, czy niedostępnych dla klientów. Niestety niektóre gminy nie traktują postojów jako obiektów użyteczności publicznej i często nam mówią, że jeśli chcemy mieć postój to mamy sobie za niego zapłacić. Co więcej, teraz mamy taki lokalny problem związany z kolejami Państwowymi, ponieważ nagle Koleje uznały, że miejsca postojowe taksówek przy dworcach znajdują się na terenie należącym do nich, w związku z tym próbują wywierać pewne naciski na zarządy korporacji, by postoje były odpłatne na zasadzie płacenia dzierżawy. Ale ponieważ postoje te już lata temu były wyznaczone przez urzędy miasta, dlatego też z nimi staramy się te sprawę rozwiązać. W Katowicach udało się na szczęście dojść do jakiegoś konsensusu. Nie wyobrażamy sobie, byśmy zostali z tego powodu zmuszeni przenieść nasze postoje gdzieś dalej od dworca, co wiązałoby się z tym, że klient musiałby ich szukać. Na całym świecie jest przyjęte, że pod dworcami kolejowymi są postoje. Dlatego takie naciski by zlikwidować postoje lub uczynić je płatnymi są nie do zaakceptowania przez naszą organizację.
Problem postojów w Katowicach jest o tyle cięższy, że w Katowicach zostały praktycznie uwolnione licencje i taksówek przybywa*. Ktoś może nam powiedzieć, że taksówka powinna się poruszać a nie stać, ale żyjemy w realiach polskich a nie w Stanach Zjednoczonych, i u nas taksówka nie jest ciągłym w ruchu. Oczywiście, działamy głównie na systemie radio taxi, ale przecież gdzieś ta taksówka musi się zatrzymać w oczekiwaniu na zlecenie. Średni czas oczekiwania wynosi ok. 1-2 godziny.
Piotr Toborek, prezes Zrzeszenia Transportu Prywatnego w Katowicach.